Published on September 17, 2018

„RESTART zyska zaufanie ludzi, jeśli będzie stabilny”

W zeszłym roku rząd Czech przyjął Ramy Strategiczne, których celem jest pobudzenie rozwoju trzech regionów pozostających w tyle w porównaniu z resztą kraju – są to jednocześnie regiony, w których wydoby się węgiel w Czechach.

Program ten, nazwany RESTART, to jedna z nielicznych prób długoterminowego planowania rozwoju regionów węglowych w Europie Środkowej i Wschodniej i przygotowania ich do funkcjonowania bez węgla.

Jak w przypadku każdej nowej inicjatywy, od RESTARTU wiele się oczekuje. Pojawia się też krytyka: czy program da szansę decydowania o swojej przyszłości lokalnym społecznościom? Czy nowe środki rzeczywiście napłyną do regionów? Czy ambitne cele zostaną zrealizowane?

Aby lepiej zrozumieć mechanizmy działania programu i porozmawiać o punktach, w których jest krytykowany, spotkaliśmy się pod koniec kwietnia z Gabrielą Nekolovą,  zastępczynią pełnomocnika rządu czeskiego odpowiedzialnego za RESTART.

Just Transition: W jaki sposób powstał program RESTART?

Gabriela Nekolová: W 2014 r. powstał specjalny urząd zajmujący się trzema regionami Czech, które pozostawały w tyle w porównianiu z resztą kraju: Karlowymi Warami, krajem usteckim i krajem morawsko-śląskim – to właśnie jest Biuro Pełnomocnika Rządu. Jego głównym zadaniem jest stworzenie i zaprezentowanie rządowi planu, który pomoże tym trzem regionom w rozpoczęciu procesu restrukturyzacji.

Początkowo myśleliśmy, że możemy skupić się wyłącznie na tendencji spadkowej dotyczącej wydobycia węgla, jednak szybko okazało się, że problemy są głębsze i dotyczą także innych aspektów; są związane z ogólną sytuacją społeczną. Dostaliśmy więc od rządu zielone światło, by zająć się nimi kompleksowo.

W grudniu 2015 r. rząd przyjął rezolucję, w której wzywano do stworzenia złożonej strategii restrukturyzacji tych trzech regionów. Aby ją przygotować, spędziliśmy większość 2016 r. na przetwarzaniu danych analitycznych. W tej sposób zdobyliśmy odpowiednie podstawy, a następnie zaczęliśmy przygotowywać Ramy Strategiczne.

Rząd Czech przyjął powstałe Ramy Strategiczne w styczniu 2017 r. Przewidziane są one na 3 lata, co jest dobrym czasem ponieważ mamy tu do czynienia z bardzo dynamicznym procesem i nie mamy pewności, jak sytuacja będzie wyglądać za kilka lat.

Rząd wyznaczył również pełnomocnikowi zadanie przygotowania specjalnych środków, które mają wspomóc regiony według założeń Ram Strategicznych. Środki te są wdrażane w ramach tak zwanego Planu Działania i są odnawiane co roku. Pierwszy Plan Działania został przyjęty przez rząd w lipcu 2017 r., a teraz trwają prace nad kolejnym.

JT: Czy zajmowała Pani to stanowisko także za czasów poprzedniego rządu (Ramy Strategiczne zostały przyjęte przez przewodzony przez socjaldemokratów rząd premiera Bohuslava Sobotki, jednak pod koniec zeszłego roku wybory parlamentarne wygrała partia ANO i na czele nowego rządu stoi premier Andrej Babis)?

GN: Tak, zajmowałam to stanowisko od samego początku, czyli od 2014 r., i byłam w kontakcie z rządem premiera Sobotki.

JT: Czy Pani zdaniem zmiana rządu będzie miała wpływ na przebieg tego procesu?

GN: Musimy uczciwie powiedzieć, że nawet dla nas jest to interesujące pytanie i na razie czekamy na to, co przyniesie zmiana rządu.

Jednak od początku wiedzieliśmy, że proces restrukturyzacji regionów górniczych zajmie dekady, więc wiadomo było, że wiele kolejnych rządów będzie musiało zaakceptować tę strategię. Mam nadzieję, że ten rząd także to uczyni. W tej chwili nie widzimy żadnych problemów. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu premier Babis potwierdził podczas wizyty w Karlowych Warach, że uważa strategię RESTART za istotną w procesie restrukturyzacyjnym regionu.

Każdy zmiana rządu, zarówno centralnego, jak i regionalnego, może oznaczać załamanie programu.

Jego rozpoczęcie wynikało z dobrej woli poprzedniego rządu. Ale był to rząd koalicyjny, a więc członkowie i członkinie różnych partii musieli się na to zgodzić, mamy więc nadzieję na przyszłość.

Rolą pełnomocnika rządu jest pośrednictwo i pomoc. To funkcja apolityczna – pełnomocnik może, a nawet powinien być w kontakcie ze wszystkimi partiami. Oczywiście nigdy nie jest możliwe całkowite odseparowanie się od kwestii politycznych, ale dokładamy starań, by komunikować się ze wszystkimi partiami w otwarty sposób, dzięki czemu nasza praca pozostaje apolityczna.

Tworząc Plany Działania, komunikujemy się również z setkami zainteresowanych stron z trzech regionów, pochodzących ze wszystkich części politycznego spektrum.

JT: Prosimy o opisanie, w jaki sposób zasadniczo przebiega komunikacja ze stronami zainteresowanymi i obywatelami oraz obywatelkami.

GN: Planując działania, zasięgamy nie tylko opinii eksperckich, ale także rozmawiamy z opinią publiczną. Ogólnie rzecz biorąc mamy własne pomysły i współpracujemy z zainteresowanymi stronami w regionach (zarówno ekspertami i ekspertkami, jak i opinią publiczną), by dowiedzieć się, które pomysły są najodpowiedniejsze. Jeśli chodzi o opinie eksperckie, to mamy szczegółowy kwestionariusz, poprzez który prosimy o opinie na temat przebiegu restrukturyzacji regionu. Pytamy też opinię publiczną, co sądzi o naszych pomysłach.

JT: W jaki sposób jest to robione, jak wygląda zaangażowanie opinii publicznej?

GN: Na naszej stronie internetowej można znaleźć bardzo prosty kwestionariusz dla opinii publicznej. Każdy, kto odwiedza naszą stronę, może przekazać nam swoje pomysły i wizję. Otrzymane pomysły omawiamy w naszym zespole oraz z ekspertami i ekspertkami, próbując połączyć je z Ramami Strategicznymi. Jednak nie jest tak, że tylko biernie czekamy na impulsy, prowadzimy też intensywne działania PR-owe poprzez prasę i media społecznościowe i informujemy opinię publiczną, że może nam pomóc.

JT: Rzeczywiście, to dobrze, że istnieją takie zachęty. Bo ile osób spontanicznie odwiedza stronę internetową lub nawet używa internetu?

GN: Oczywiście nie chodzi tu tylko o stronę internetową! Ja i mój zespół uczestniczymy w wielu spotkaniach z opinią publiczną w tych trzech regionach. Chodzimy na spotkania do szkół średnich i na uniwersytety, rozmawiamy ze związkami zawodowymi oraz z osobami starszymi. Tylko w ostatnim roku, i tylko w kraju usteckim, rozmawialiśmy z czterystoma studentami i studentkami oraz z pięciuset osobami starszymi, a także z przedstawicielami i przedstawicielkami władz lokalnych. To przekłada się na tysiące osób w trzech regionach.

JT: Czy ma Pani wrażenie, że wkład opinii publicznej to główna, czy też raczej marginalna część procesu?

GN: Prawdę mówiąc, jest on dość marginalny, ponieważ opinia publiczna porusza zazwyczaj kwestie bardzo ogólne. Ludzie mówią „prosimy o pomoc, zmagamy się z bezrobociem” lub „mamy problemy środowiskowe”. Próbujemy więc komunikować się z tymi osobami i przekształcić ich potrzeby w bardziej konkretne pomysły. Naszym zadaniem jest nieustanne wyjaśnianie, jak działa proces, w jaki sposób możemy pomóc ludziom i jak opinia publiczna może się zaangażować.

JT: A więc jeśli napiszę w kwestionariuszu o swoim problemie – na przykład o tym, że w Uściu brakuje parków dla dzieci – co się wtedy dzieje? Czy Biuro dzwoni do mnie, aby to przedyskutować?

GN: Nie poradzilibyśmy sobie z taką partycypacyjną komunikacją, nie mamy takich możliwości i co więcej, nie jest to nasza rola. Tematyka restrukturyzacji jest bardzo szeroka, nie możemy przez cały czas być na ulicach zdobywając opinie wszystkich na temat wszystkiego.

Nasza rola polega na tym, że kiedy otrzymujemy od kilku miast informacje, że brakuje parków dla dzieci, to uznajemy to za problem i staramy się go rozwiązać.

Jednak dostajemy od opinii publicznej coraz więcej pomysłów.

W tym roku otrzymaliśmy 250 wypełnionych kwestionariuszy. Dla ogółu społeczeństwa ważne jest, że jeśli informuje swoich przedstawicieli we władzach miast i wiosek o problemach, z którymi się zmaga, to informacje te zostaną nam przekazane w ramach różnych procesów.

JT: Pytam o to, ponieważ podczas wizyt w Zagłębiu Ruhry w Niemczech lub w regionach powęglowych w Belgii podkreślano, jak bardzo istotna jest partycypacja. W Zagłębiu Rury mówiono, że największe znaczenie miał program będący bardzo szerokim konkursem projektów otwartym dla wszystkich podmiotów.

GN: Jak wiadomo, restrukturyzacja w Zagłębiu Ruhry rozpoczęła się w latach siedemdziesiątych. Obecny proces zaczął się dopiero 2-3 lata temu. Może spotkamy się ponownie za 20-30 lat, ale uważamy, że nawet teraz nasze wyniki są bardzo interesujące.

JT: Aby uczynić tę dyskusję mniej abstrakcyjną, czy mogłaby Pani podać przykład projektu, który otrzymał wsparcie poprzez RESTART?

GN: Jeden z najciekawszych przykładów dotyczy rekultywacji terenów poprzemysłowych w celu wykorzystania ich w przyszłości w celach biznesowych. Wiemy, że w tych regionach są setki takich terenów oraz że regiony potrzebują nowych inwestorów. Tereny poprzemysłowe doskonale nadają się pod nowe inwestycje, ponieważ w przeszłości zostały wybrane z określonych powodów: są dobrze skomunikowane i nie dotyczy ich zagrożenie powodziowe. To sprawia, że do dziś są dobrymi lokalizacjami.

Na ten program przeznaczamy środki z budżetu państwa w wysokości 2 miliardów koron czeskich (78 milionów euro).

Biuro Pełnomocnika Rządu nie ma żadnego budżetu, więc programy mogą być wdrażane tylko za pieniądze pochodzące z różnych ministerstw lub z funduszy europejskich.

Kiedy pracujemy na przykład z ministerstwami, identyfikujemy potrzebę, proponujemy ministerstwu współpracę oraz zasady programu, a wówczas ministerstwo uruchamia program i jego finansowanie. Następnie naszą rolą jest aktywizacja regionalnych interesariuszy, aby składali wnioski projektowe i otrzymywali środki.

JT: Jednym z punktów krytyki wobec RESTARTU jest to, że nie wnosi on do regionów żadnych nowych pieniędzy.

GN: Przykład wykorzystywania terenów poprzemysłowych pod nową działalność gospodarczą pokazuje, że wnosimy nowe pieniądze, które w innym przypadku nie zostałyby wydane.

Rzeczywiście często słyszymy tego rodzaju krytykę. Ale sytuacja dotycząca funduszy europejskich wygląda następująco: w Czechach wszystkie programy operacyjne przygotowywane są dla całego kraju (wyłączając Pragę), łącząc mniej i bardziej rozwinięte regiony. W przypadku ogólnokrajowego zaproszenia do wzięcia udziału w programie podmioty z gorzej rozwiniętych regionów nie mają szans na sukces w tak konkurencyjnym środowisku. Mają one także swoje specyficzne potrzeby.

Rolą RESTARTU jest więc zidentyfikowanie tych specyficznych potrzeb trzech regionów i przygotowanie specjalnych zaproszeń do składania propozycji skierowanych do nich. Dzięki temu mamy gwarancję, że fundusze europejskie popłyną właśnie do tych regionów.

W innym przypadku pieniądze z funduszy operacyjnych nie są kierowane tam, gdzie potrzeba ich najbardziej.

Na przykład teraz publikujemy specjalne zaproszenie do trzech regionów w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój, na który przeznaczono 2,2 miliarda koron czeskich (86 milionów euro). Zapewniamy więc, że unijne pieniądze zostaną wykorzystane w tych trzech regionach na zaspokojenie bardzo ważnych potrzeb.

JT: A więc jaka część pieniędzy to rzeczywiście nowe środki?

GN: Bardzo trudno to określić, ale w przybliżeniu 30% pieniędzy wydanych w ramach RESTARTU to nowe środki pochodzące z różnych ministerstw.

W tym roku większość pieniędzy pochodzi z budżetu państwowego, ale celem zawsze było używanie w większym stopniu funduszy unijnych. Takie też są założenia programów unijnych, jednak obecnie środki te niekoniecznie płyną do regionów, które najbardziej ich potrzebują.

W tym tygodniu zaczynamy współpracę z uniwersytetami i władzami lokalnymi w kierunku ożywienia wcześniej zrekultywowanych obszarów. Obecnie mamy sytuację, w której wiele obszarów w tych trzech regionach zostało zrekultywowanych, ale jako tereny oddane naturze, stopniowo pustoszejące. Staramy się więc przywrócić je społeczeństwu.

JT: To prawda. W Uściu widzieliśmy wiele zrekultywowanych terenów – jezior, gdzie wydawało się, że na etapie rekultywacji nikt nie zastanowił się, w jaki sposób tereny te mogą w przyszłości przyczynić się do społeczno-gospodarczego rozwoju regionu.

GN: Dzieje się tak, ponieważ w Czechach obowiązuje prawo mówiące o tym, że gdy spółka zaczyna wydobycie, to musi już wtedy mieć plan zagospodarowania przestrzennego po zakończeniu wydobycia. Więc już zanim wydobycie się rozpocznie, to wiadomo, że później będzie tu jezioro, las albo łąka – ale nie wiadomo nic na temat przyszłego wykorzystania terenu.

Pomysły dotyczące wykorzystania terenu i powiązania go z lokalnymi potrzebami pojawiają się dopiero po zakończeniu rekultywacji.

Naszym celem jest więc rozpoczęcie rozmów z ministerstwami i stworzenie nowego narzędzia, które pomogłoby nam planować z wyprzedzeniem. Możemy wtedy wziąć pod uwagę wszystkie możliwe sposoby wykorzystania terenu (komercyjne i niekomercyjne) na wcześniejszym etapie i podjąć bardziej złożoną decyzję.

JT: W Belgii widzieliśmy miejsce, gdzie władze musiały rekultywować siedem identycznych terenów pogórniczych mniej więcej w tym samym obszarze. Władze podkreślały, że w tym przypadku zadziałało myślenie od początku o różnych motywach przewodnich i celach dla każdego terenu w ramach zintegrowanej wizji. Powstały więc najróżniejsze obiekty: muzeum, park naukowy, centrum energetyczne itd.

GN: To jest właśnie to, czego chcemy także tutaj. Problem polega na tym, że w Czechach mamy pewne środki na rekultywację natury, ale nie mamy wystarczających środków na ożywienie zrekultywowanych terenów. W tym celu potrzeba pieniędzy na nowe drogi, prace inżynierskie, np. na budowanie plaż nad jeziorami, na wykorzystanie wody wypompowanej z kopalni w celach energetycznych itd.

JT: A więc potrzeba także więcej pieniędzy?

GN: Zdecydowanie. Będzie to znowu jakaś kombinacja pieniędzy z budżetu państwowego i z funduszy unijnych.

JT: Z tego, co rozumiem, dużym priorytetem jest dla pani nie tylko rekultywacja, ale też ożywienie tych obszarów.

GN: Zgadza się. Każdy z tych regionów ma specyficzne potrzeby i potencjał. Na przykład Karlowe Wary mają silną tradycję balneologii, co możemy wykorzystać. Kraj ustecki potencjalnie może się stać idealnym miejscem do życia ze względu na wspaniałą przyrodę i dobre połączenia z większymi ośrodkami – jest stąd bardzo blisko zarówno do Pragi, jak i do Drezna. Mamy nadzieję, że w ciągu kilku dekad ludzie, szczególnie młodzi, przestaną uciekać z kraju usteckiego, bo stanie się on miejscem, w którym będą mogli cieszyć się dobrą jakością życia i zbudować swoją przyszłość. Żeby tak się stało, musimy poprawić jakość dostępnej w regionie edukacji; obecnie poziom kształcenia uniwersyteckiego jest problemem, ale widzimy duży potencjał poprawy.

Mówimy tutaj o kompleksowej zmianie. Nie chcemy już polegać na pojedynczej specjalizacji regionu, bo właśnie z tego wynikły problemy. Uważamy, że właściwą drogą jest dywersyfikacja gospodarki, nie jej specjalizacja.

JT: Zgadza się. W Zagłębiu Ruhry niektóre miasta przeszły z gospodarki opartej na górnictwie do nadmiernej zależności od przemysłu samochodowego i stanęły przed tymi samymi problemami, kiedy przemysł ten przeniósł się w tańsze miejsca.

GN: Chcemy tego uniknąć. Chcemy też mieć mądre podejście, bazujące na tradycji regionu. Na przykład Uście było kiedyś energetycznym centrum kraju. Porozmawiajmy więc o tym, że jeziora, które tam powstaną, mogłyby być wykorzystane jako elektrownie szczytowo-pompowe. Skoro kiedyś polegaliśmy na węglu, to czemu teraz nie polegać na wodzie i nie podtrzymać tradycji regionu, czyli produkcji energii?

JT: Co jest potrzebne, aby RESTART działał?

GN: Zdecydowanie potrzebne jest wsparcie na poziomie rządowym. Bardzo istotne są także pieniądze, abyśmy mogli planować działania, ale także zbudować silniejszy zespół, który będzie miał więcej sił do ich realizacji.

Najważniejszą rzeczą jest stabilność. Ludzie w tych regionach słyszeli w przeszłości już wiele obietnic i mają dość pustych słów; chcą prawdziwych działań. Musimy ich więc przekonać, pokonać ich sceptycyzm. Jedynie stabilnością możemy zyskać zaufanie ludzi i sprawić, by proces partycypacyjny był bardziej otwarty.